Wywiad pochodzący z magazynu NON STOP nr6 /czerwiec 83' rozmawiał R.Rogowiecki

 

Niewielka pakamera klubu Hybrydy przybrała w zwodniczym, intymnym świetle wygląd zupełnie dużego pomieszczenia. Spoglądający ze ściany Bob Marley oraz trójkolorowa flaga. Wszystko to upewniało mnie w przekonaniu, że Babilon został gdzieś za ścianą, gdzieś bardzo daleko. Zgodnie z wcześniejszą umową, grupa issiael (!) Była gotowa do rozmowy. Chłodny Orzeł delikatnie wystukiwał rytm na perkusji, zaś Robert "The Stroyer" , w nieodłącznych czarnych, skórzanych spodniach, wygodnie usiadł na krześle i zaproponował, abym zrobił to samo. W chwili gdy miałem zamiar wcisnąć klawisz magnetofonu, powstrzymał mnie słowami: "Tylko nie gniewaj się. Ja po prostu nie mogę odpowiadać napytania, których nie czuje. Teraz możemy zaczynać".

Mimo pewnych obaw, nie mogłem w takiej rozmowie nie nawiązać do czasów, dziś wręcz legendarnego, kryzysu.Obszerny materiałw tygodniku muzycznym billboard, entuzjastyczne recenzje, wydanej we Francjii płyty, na łamach fachowych pism brytyjskich, przy równoczesnym ignorowaniu zespołu przez rodzimych dziennikarzy rockowych. Jak Robert wspomina ten początkowy okres swojej kariery, czy w ogóle go pamięta?

"Nie, no jest to przeszłość, a ja nie wracam do przeszłości" - słowa płyną powoli, dobitnie. "Wiem na pewno, że wszystko to było ok. Był to bardzo mocny ruch, cały czas do przodu, była to twórcza progresja. Wolę rozmawiać o tym, co jest teraz, o Issiaelu. Jeszcze w kryzysie czy w Brygadzie Kryzys zauważyłem, że wszyscy chcą nas wykorzystać. Wiem, i na to się zgadzamy, bo nas to nie interesuje, jesteśmy poza tymi sprawami".

Zupełnie podobnego zdania jest w tym momencie Kelner , który natychmiast uzupełnia wypowiedż Roberta-"wiesz , ja myślę, że jestem poza tym światem. Rozumiesz, jakieś opinie, coś co rzutuje, kiedyś to rozumiałem, ale teraz jest mi to zupełnie obce". Być może, dla obserwatorów rozgrywek na warszawskiej scenie nowofalowej, pojawienie się Kelnera w Issiaelu było pewnym zaskoczeniem. On sam jednak uważa to za naturalny krok. "Od dawna wiedziałem, że kiedyś taki moment nadejdzie. To nie było ukartowane, tak musiało się stać." dawny leader grupy Deuter jest bardziej zapalczywy w swoich wypowiezdiach, niż jego koledzy. Z chwilą poruszenia autentyczności poczynań Issiaela, niemalże exploduje, twierzdąc -"fani Brygady muszą uwierzyć w izrael, bo to jest autentyczne, stary. Chyba, że są całkowicie ślepi, ale my wiemy, że tacy nie są".

Dotychczas bardzo spokojny Ginter Geszeftke, z delikatnym afektem w głosie popiera Kelnera - "jak pamietają nas z tamtych czasów Brygady, to muszą, to będą wiedzieć, że teraz jest dalszy ciąg tego, co się wtedy działo".Teraz z kolei Robert podejmuje ten temat."coś ci powiem, wiesz ci, którzy są naprawdę z nami, to oni wiedzą, że nasza droga jest od początku prawdziwa. Razem się wszyscy przebijamy, razem się wszyscy pilnujemy. Mamy wspólne ja - dla nas wszystkich. Wiesz to, co nas wiąże, nie mamy z tym żadnych problemów. Wszyscy wiedzą, że to co robimy, jest prawdziwe.". Niemalże natychmiast Kelner dodaje - "tu nikt się nie bawi w modę". Samorzutnie wypływa sprawa mody. Obstaje przy tym, że reggae jest obecnie bardzo modne.wygląda więc na to, że issiael gra coś modnego. Ginter Geszeftke kulturalnie wyprowadza mnie z błędu - "jest tak jak powiedziałeś. To tylko zbitka w czasie - moda na reggae i to, że akurat teraz gra reggae issiael".

W tym momencie w sukurs przychodzi mu Chłodny Orzeł - "reggae to nie jest moda. Reggae daje coś ukrytego. I jest tak, że słuchasz tego coraz więcej i więcej i więcej, albo przechodzisz obok. A kiedy zaczynasz słuchać reggae więcej, to widzisz, że to nie jest moda. To jest droga". Ta wiara w reggae wszystkich muzyków Issiaela prowokuje zupełnie oczywiste, wątpiwości. Skoro ponoć, biały nie może dobrze grać i rozumieć bluesa (?!!), czy nie podobnie jest w przypadku reggae, tym bardziej, że jest to muzyka religijna? Po momencie wahania podejmuje temat Kelner - "nie nazywamy reggae muzyką religijną, ta muzyka jest częścią życia. Ci biali, czarni. Ja nie wiem o co chodzi!" Z rozbrajającą szczerością Ginter Geszeftke zauważa -"nie ma białych I czarnych". Ostatnie słowo należy znowu do Roberta - "To bzdurną rzecz ten ktoś powiedział. Wiadomo, że jak ktoś czegoś bardzo chce, to to osiągnie. Wiadomo, że tak jest. Jah cały czas wpływa na nas." sekunde zawahania Roberta wykorzystuje Ginter Geszeftke - "Muzyka towarzyszy modlitwie zawsze, my się modlimy cały czas". Kelner - "reggae nie jest muzyką religijną, jest muzyką którą się człowiek modli".

Robert - "Słowa, słowa są tu po prostu za mało mają znaczeń, żeby określić to wszystko. To jest bardzo magicza sprawa, możesz mi wierzyć."w nadziei na dalsze rozważania, nie mówie nic. Czekam." “Reggae jest naszym życiem" - sumuje Robert. "życiem" - oddzywa się Kelner. Ginter idzie dalej - "dla mnie reggae jest na przykład rytmem mojego serca, stary, dokładnie. Kultura europejska jest nieco dalej od naturalnych możliwości odkrycia reggae, tak w środku. Stąd mówi się, że tylko czarni grają reggae". Tym razem Kelner - "kultura europejska jest całkowicie zdegenerowana". "słuchaj" - oddzywa się Robert - "My z tą cywilizacją nie mamy nic wspólnego i dlatego nie gramy tak jak muzycy, mający z nią wiele wspólnego. Nie możemy tworzyć tej cywilizacji, bo jej twórczość to niszczenie. My zaś tworzymy wszystko w oparciu o prawdę, głosimy prawdę. Po prostu świat żyje w kłamstwie, a my głosimy prawdę." Pytam o babilon. Kelner zaczyna - " to, co jest w Babilonie to zupełnie coś innego niż my. Właściwie Babilon nas dotyczy bo w nim żyjemy, trudno to wyjaśnić tak od razu". "to jest tak"

Mówi Frantz (Tomek Lipiński) - "Jesteś mały, rośniesz, widzisz pewne sprawy naokoło. I tak masz inteligencję i rozważasz. Jedno bierzesz, drugie oddrzucasz. I teraz to, co bracie bierzesz jako swoje, to cię kształtuje. Jak bierzesz rzeczy dobre, to jesteś dobrym człowiekiem. Ale kierujesz się zawsze własnym sumieniem". "Tylko bez oszukiwania się" - dodaje Kelner -"bo ludzie ciągle się oszukują". Robert - "grzeszą","właśnie, grzeszą" - kontynuuje Kelner - "ktoś kto zacznie, znajdzie usprawiedliwienie na swoje błędy, złe ruchy, ten jest w tym momencie skończony". " wiadomo, że każdy człowiek chce być szczęśliwy"- mówi frantz - "nikt nie chce cierpieć, tam dokąd my idziemy spotykają się ludzie, którzy się dobrze czują razem, kochaja się, nie szkodzą sobie. Robert - "jak jest dużo ludzi razem, którzy mają pozytywne nastawienie, wiesz, cały czas chcą wszystko zmieniać na pozytyvne. Właśnie pozytywna wibracja może sprawić, że będziemy wszyscy to robili".

Czas kończyć. Issiael wyraźnie zaczął się rozkręcać. Wszyscy są zdania, że dopiero teraz można by przeprowadzać wywiad. Na pożegnanie kelner wyciąga z teczki kawałek kolorowo pomalowanej kartki, na której znajduje się cytat:

"Stoimy twarzą w twarz ze środowiskiem wysoko rozwiniętej cywilizacji, która nie może trwać - musi upaść, poniważ nie ma duchowego fundamentu; cywilizacji, która jest występna, chytra, nieuczciwa, niemoralna, areligijna i przekupna" 


Marcus Mosiah Garvey

"Znałem to, zanim znalazłem się w izraelu. Może teraz zrozumiesz, że reggae to nie jest moda, a my nie musimy już nic więcej szukać" - dodaje na koniec Kelner..... 
 


 

Ps: w wywiadzie zachowałem orginalną pisownie nazwy zespołu. Pan Rogowiecki bojąc się prawdopodobnie użyć słowa izrael zastąpił je słowem Issiael..... A może to tylko pomyłka.

 

 

 

 

...................................................................................................................................................

Rozmowa z Vivian i Robertem,'wegetariański świat' nr 2/94, rozmawiała A.Oledzka

Wś : Skąd się wzięła nazwa zespołu ?

RB : Trudno byłoby teraz ustalić jej prawdziwe pochodzenie. Jest troche konsekwencją naszych zainteresowań mistycznych, trochę prowokacją. Gdy ktoś rzucił tę nazwę w 83 roku, to dużo kumpli i różnych ludzi przychodziło do nas i mowiło, że tak zespół nie może się nazywać, że "ktoś" nam będzie sprawiał trudności, że ta nazwa sprowadzi na nas jakieś problemy. I to tym bardziej, skłoniło nas do tego, zeby ją przyjąc. Tym bardziej, że 80% polaków podobno uznaje Jezusa, jednocześnie ma zastrzezenia do tego, że był on izraelitą. Taka jest historia tej nazwy. Były też i problemy. Gdy np. Ponad 10 lat temu mieliśmy mieć koncert w opolu, to przez całą noc po mieście jeździły radiowozy i zrywały nasze plakaty. W nazwę zespołu wpisane są dwie liczby 12 i 13, no i policja komunistyczna twierdziła, że jest to jakaś prowokacja polityczna. Tak ,że zespół chociażby poprzez nazwę był od początku skazany na undergroud....

Wś : A czy ze strony zainteresowanych w sprawie czyli np. Ambasady izraelskiej czy stowarzyszeń żydowskich były kiedykolwiek jakieś zastrzezenia ?

RB : Nigdy nie mieliśmy kontaktów tego typu ani z przedstawicielami kół politycznych ani kulturalnych państwa izrael. Jedynie raz gdy graliśmy koncert w londynie, przyszło dwóch żydow ubranych w stroje tradycyjne i powiem, że byłi trochę zdziwieni naszą muzyka.

Wś : Czy macie w swoim repertuarze piosenki "wegetariańskie" ?

RB : Raczej "ziołowe" . Śpiewaliśmy piosenkę - "Ziele uzdrowieniem narodów" to cytat z pisma świetego. Wtedy interesowaliśmy się ziołolecznictwem i np. Przez długi czas nie piliśmy żadnych innych napoji typu kawa ,herbata tylko herbatki ziołowe. Ktoś kiedyś skomponował taki zestaw nazwany potem przez znajomych "mieszanką kujawską". Była ona wtedy bardzo modna.

Wś : co było w jej składzie ?

V : Cała masa różnych "ziółek" - szałwia, kulki jałowca, róży, głogu, mięta, tymianek itd...

RB : Szałwi zawdzięczam wyleczenie się z zatok. Kiedyś dawno temu według lekarza kwalifikowałem się na tzw: punkcję zatok, która była zresztą wtedy bardzo modnym zabiegiem. Taka "interwencja" nie bardzo mi się podobała. Wyszedłem z gabinetu i zostałem sam z tymi zatokami. I w przypływie depresji zacząłem wlewać sobie napar z szałwi do nosa, zamiast tych wszystkich nowoczesnych srodków, które tylko rozpuszczały mi mózg porzez nos. Kuracja trwała długo, ale po dwóch miesiącach mi przeszło i dotychczas nie wróciło.

Wś : Ziołowe kuracje mają to do siebie, że sa nierychliwe, ale za to skuteczne. Dlatego pewnie zostały wyparte przez chemię, która działa błyskawicznie, ale za to na 5 minut.

RB : Wegetarianizm był jakby "wpisany" w charakter naszej kapeli. Na początku graliśmy roots-reggae. Wegetarianizm "siedział" w naszej kapeli i w muzyce , która graliśmy.

V : Wtedy, gdy zaczynaliśmy, wegetarianizm był zjawiskiem rzadkim. Niewielu było wegetarian. Na przylad Milo Curtis mieszkający wówczas w Polsce był wegetarianinem. Wtedy wielu muzyków pierwszy raz uslyszało, że można życ bez mięsa.

RB : "kupiliśmy" te ideę natychmiast z całym dobrodziejstwem inwentarza. Experymentowaliśmy w kuchni z różnymi fasolkami, warzywami, które wcześniej dla nas nie istniały, ale gdy jechaliśmy w trasę, bo wtedy dużo koncertowaliśmy, to konczyło się to tragiczną dietą w postaci butelki oranżady i bułki.

V : przez 8 lat byliśmy ścisłymi wegetarianami, potem to trochę w nas oklapło. Nie wiem czy była to sprawa motywacji, czy przyziemnych trudności. Teraz od czasu do czasu, gdy jesteśmy w trasie jemy ryby i kurczaki.

RB : ale znamy takich desperatów, którzy woża że sobą na koncerty słoiki z przerobionymi różnymi fasolkami,warzywami.

V : ta nasza decyzja sprzed kilkunastu lat to był taki młodzieńczy bunt. To wynikało z ideałów. Ja dopiero teraz dojrzewam do naszego wegetarianizmu. Teraz dąże do tego, żeby wrócić na tę drogę i myslę, że dopiero teraz jest to świadomy wybór.

RB : Chaos informacyjny towarzyszył nam na początku naszej wegetariańskiej drogi. Był to wegetarianizm dziki , intuicyjny. Dawniej mowiło się np: że trzeba się jak najwięcej słoniny napchać na zimę, bo to jest zdrowe. Teraz te poglądy powymierały smiercią naturalną. Jeszcze od czasu do czasu słychać, ktoś napisze pracę naukową , że tłuszcz rybi jest zdrowy. Gdy przestaliśmy jeść mięso, z różnych stron , także medycznych ostrzegano nas , że długo tak nie pociągniemy. Mimo to, intuicyjnie czuliśmy, że jest to dla nas dobre i trzymaliśmy się tej idei. Teraz kandydaci na wegetarian mają wprost "cieplarniane" warunki - dostep do wiedzy na ten temat, dużo produktów w sklepach, wiele chodzących przykładów...

Wś : dlaczego zostałes muzykiem ?

RB : Tatuś był tancerzem, mamusia spiewała w zespółe "Śląsk". Nie było wyjścia. Bardzo wcześnie zrezygnowałem ze szkoły. Gdy miałem 18 lat to podjąłem męską decyzję, że zajmę się muzyką. Co też się stało, mimo, że przez jakiś czas były w rodzinie takie pomysły, że mam zostać jakimś dyplomatą czy inżynierem. Nawet wojskowość wplątała się w plany mojego wujka co do mojej osoby. Ale jakoś sobie z tym poradziłem. Potem musiałem tez poradzić sobie z wielka apokalipsą zwaną wojskiem. Wówczas nie było służby zastępczej. Zostałem więc inwalidą umysłowym z kategorią niepoborową. Dzięki temu uniknałem tego, że 13 grudnia nie poszedłem z karabinem straszyć ludzi na ulicach. Po załatwieniu tej sprawy pozostało mi więc tylko zająć się muzyką ....

Wś : a czy pamiętasz pierwszy swój koncert ?

RB : no pewnie. Zagraliśmy go w klubie w Aninie. Dyrektorką tego obiektu była mama naszego gitarzysty

Wś : publiczność dopisała ?

RB : tak, przyszło ponad 100 osób ...

V : A ja od dziecka nie wyobrażałam sobie, że moglabym robić cos innego jak śpiewać. Jazzowałam trochę w zespółe młodzieżowym, no a potem poznałam Roberta i zaczęłam śpiewać w 12raelu.

RB: gdy zakładaliśmy nasz zespół, to był przełomowy rok. Po długim okresie zastoju, gdy dominowali na rynku młodzieżowym "sbb" i "budka suflera" zaczęła się tworzyć nowa fala. Powstała wielka ilość zespółów, które zaczęły przełamywać monopol dinozaurów. Na początku lat 80 tych zespoły muzyczne w polsce można już było liczyć w tysiącach. Została zwalona jakaś gigantyczna brama komercyjna , która blokowała wielu utalentowanym ludziom, którzy mieli coś do zaśiewania rzeczywiście ważnego, a nie o przysłowiowej pietruszce .....

V : no nie, może w tej gazecie /wegetariański świat/ nie obrażajmy pietruszki ......

RB : No niech będzie o przysłowiowej kiełbasie. W tym czasie wiele zespółow grało muzykę dyskotekową, czasem całkiem niezłą, ale ona nie pokazywała tych problemów, które się działy na ulicy.i w pewnym momencie to wszystko pękło. Powstało wiele wspaniałych kapel. Potem została na to położona łapa biznessu i dzisiaj właśnie to koło się zamyka. Sytuacja jest znowu komercyjna. Ci co byli młodymi gniewnymi są dinozaurami , a dla początkujacych zespołów znów nie ma miejsca. Wiekszość zespołów jest na przykład skazana na mass media. Niewiele z nich może bez radia np. Funkcjonować na rynku muzycznym. 12rael jest jedną z niewielu kapel, która nie żyje życiem rynkowym, listami przebojów itp......

Wś : Mimo, że rzadko możemy was namierzyć w radio, to myslę, że nie ma młodego człowieka, który nie słyszał o waszej kapeli. Setki ludzi przychodzi na wasze koncerty.

RB: Mysle, że nasza siła bierze się z improwizacji, z tego, że koncert jest tworzony. Gdyby to wszystko wygłaskać na kolejnych próbach to byłoby to zupełnie inne granie. Jimmy hendrix powiedział kiedyś " nie można wyciąć nożyczkami fali oceanicznej " . Myślę, że to tak jest. Gdy się spotykamy na scenie to możemy dla kilkuset ludzi wytworzyć potężny ładunek energii ....

WŚ : Czy macie jakies hobby ?

RB : Pragnienie, aby mieszkać na wsi, a mieszkamy w samym środku warszawy. 2 lata mieszkaliśmy wcześniej na wsi , a właściwie w lesie na mazurach koło biskupca i teraz zastanawiamy się czy nie przenieść się na wieś.

V : Drażnią nas te kolosalne ilości spalin i ten śmietnik dookoła.....

RB : W polsce leci kapitalizm bez zahamowań. Nikt nie pomyśli o tym, żeby chociaż niektóre ulice wyłaczyć z ruchu. Nikt chyba nie zauważył tego, że z miast poznikały ławki ...

Wś : Może warto byłoby zrobić koncert dobroczynny dla gospodarzy miasta i wyśpiewać im te ekologiczne problemy? Większość waszych piosenek jest albo o degradacji naszego srodowiska zewnętrznego, albo naszego wnętrza-naszego środowiska wewnętrznego.

RB : Mysle, że doszliśmy do momentu, że powinniśmy zastanowić się jak można ograniczyć skutki katastrofy ekologicznej, bo już jej nie zażegnamy, nie unikniemy. Ona już się zaczęła. Teraz jest to tylko kwestia minimalizowania strat. A dorośli są tak uwikłani w swoje ważne sprawy takie jak bezrobocie, czy kto zajmie jaki stołek, że nie mają czasu na ekologie. Twierdzą , że jest to kosztowna zabawa dla bogatych. Od czasu do czasu, wyłączy się w atmosferze skandalu jakiegoś truciciela, czy nałoży filtr ufundowany przez jakąś organizację z zachodu. Dużo się mówi i pisze w prasie o ekologii, że już słowo to zdążyło się wyświechtać, a nie widać w tym troski o całość problemu ....

Wś : Na co mogą liczyć wasi fani w najbliższym czasie ?

RB : Mogą liczyć na to co zawsze, że zaśpiewamy o tym co nas otacza, co dzieje się w okół nas. A że trochę znudziło się nam granie starych piosenek, więc myśle , że niedługo nagramy coś nowego ....#.

 

 

 

 

................................................................................................................................................

 

Rozmowa z Maleo i Robertem, 'BRUM' nr 7/8 <33/34> 96',rozmawiał A.Kowalczyk

 

AK : pamiętacie , co było impulsem do założenia takiego zespołu ?

RB : zespół 12rael był konsekwencją powolnego wygasania brygady kryzys . Ostatnie próby brygady odbywały się w trzyosobowym składzie : Kelner; Tomek Lipiński & ja. Nikt więcej się nie uchował (smiech). To był koniec 1982 roku, cieżkie czasy. Przejściowym składem był zespół Aurora . Zamiast wokali byly zarejestrowane gadki milicjantów z radiowozu i do tego graliśmy muzykę. W pewnym momencie tomek odłożył gitarę i powiedział , że rezygnuje, że więcej nie przyjdzie na próbe ...... Spędzałem wtedy wiele czasu z Kelnerem, Milo Curtisem, Tomkiem Świtalskim i Jarkiem Gruszką. No i to był właściwie pierwszy skład 12raela. Pamiętam, że leżeliśmy sobie na materacu, w domu Joasi Kaniugi, i padła z mojej strony propozycja nazwy : Izrael. Wszyscy czytaliśmy Biblię i zafascynował nas fragment mówiący, że trzynastego dnia dwunastego miesiąca miał zostać wytępiony naród izraelski. W marcu, kwietniu 1983 r., w "Hybrydach" nowy zespół rozpoczął próby.

AK : już pierwsza płyta mocno wbiła się w świadomość ludzi - symbolika okładki, specyficzny język, biblijne texty .....

RB : przy pierwszym słuchaniu tego materiału trudno było mówic o jakiejś satysfakcji. Płyta narobiła czadu po latach. Okazała się tworem, który mógł wyrosnąć tylko w takich czasach. Moim zdaniem to najbardziej naiwna płyta w historii polskiego rocka, pisana jakby duszą dziecka. Przy jej nagrywaniu pomagało nam wiele osób : Tomek Lipiński; Piotr Malak na saxofonie; Tadek Kuczyński na trąbce ... Motorem sesji był Paweł Kelner i ja, do momentu jego odejścia - przygięła go trochę trasa z Misty in Roots - na nas spoczywał cały ciężar. Od drugiej płyty zaczęła się współpraca z Darkiem.

AK : nikt nie miał wątpliwo|ci, że oto rodzi się coś nowego, odbiegającego od obowiazującego schematu "afryka , słońce , taniec" ...

RB : tak. Coś zupełnie od czapy (śmiech). Muzyka za szybka jak na reggae. Utwory jakieś dziwne, krótkie. A przecież kiedy graliśmy koncerty, ludzie śmiali się z nas, że gramy tak wolno, że usypiamy w siódmej minucie (smiech). W studio graliśmy szybciej bardziej esencjonalnie .....

DM : tak w przypadku kultury jak i 12raela trudno powiedzieć , że graliśmy reggae. Nasza muzyka była oparta na korzeniu, sekcja była punk rockowa......

RB : można powiedzieć ,że była to typowa muzyka roots- z silnym piętnem konkretnych czasów, ludzi i miejsca.

AK : płytę "nabij faje" wiele osób odebrało jako cięższe, mroczne - narkotyczne reggae. Tak jakby nagrał ją zupełnie inny zespół. Ale to był zalążek waszego stylu ..

RB : płyta jest przebasowana. Nie mieliśmy doświadczenia studyjnego. Wokalom brakowało koncertowej naturalności i uniesienia. A jednak była to zapowiedź nowego kierunku. Stopa zaczął pokazywać swój niebywały talent. Powoli wprowadzaliśmy zasade, że kto jest zdolny i czuje się na siłach może z nami zagrać.

DM : wcześniej byliśmy przez miesiąc na "famie" i utrzymywaliśmy się wyłącznie z grania na kongach. To była dla nas podstawowa szkoła w zakresie rytmiki. Ludzie, ktorzy grali na gitarze, na klawiszach zaczeli przenosić doświadczenia z ulicznego grania na swoje instrumenty.

RB : dopiero wtedy zaczeliśmy uzyskiwać specjalizacje. Kiedy przychodził do nas ktoś z poza klanu, dziwił się. To był niemal para-jazz. Z tąd się wzięła nasza współpraca z Wojtkiem Konikiewiczem, Alkiem Koreckim , Włodkiem Kiniorskim. Środowisko jazzowe nas zaakceptowało. To było dziwne kiedy, np. Tomek Stańko nas chwalił a dziennikarze nabierali wody w usta.

AK : na drugiej płycie nastapiło również przejście od biblijnych textów do konkretnych haseł .....

RB : wtedy przekaz najlepiej sprawdzał się w postaci hasel. Haslowość była takim naszym uporczywym waleniem głową w mur. Wierzyliśmy, że w końcu uda się ten mur przebić...

DM : byliśmy jak iggy pop w piosence "passanger" . Poza tymi dwoma światami. Poza komuną, poza "solidarnocią" . Pozostaliśmy nieskażeni i antypolityczni ...

RB : funkcjonowaliśmy jako odrębne środowisko i w imieniu tego środowiska graliśmy . To była nasza enklawa i nasza siła. Mieliśmy dużego farta, że trafiliśmy do "Hybryd", gdzie kierownikiem był niejaki "Gąsior" -Sławek Rogowski . Dzięki niemu powstała w "Hybrydach" swego rodzaju scena, z której potem wykluł się festiwal Róbrege,.organizowany przez klub i same zespoły. Na ten czas przypadła również silna rotacja osobowa w zespole. Przez 12rael przewinęło się prawie 100 osób, to naprawde niezły wynik. Skład ustabilizował się dopiero w roku 1989 , podczas naszego wyjazdu do Czechosłowacji ...

AK : kolejna płyta "duchowa rewolucja" to kolejny zwrot stylistyczny i kolejny dowód na nieustający rozwój grupy - melodyjna, przebojowa gitarowa muzyka . Rozśpiewany i zgrany zespół ....

RB : z pewnością słychać wyraźny postęp, je|li chodzi o brzmienie. Miałem okazję nocować w studio, podczas sesji i wtedy zacząłem poznawać te wszystkie urządzenia. Płyte nagrywał bogdan radziak, ale mixxowałem już ja sam. Co prawda z wielu rzeczy nie jestem zadowolony,np z wokali, ale są tu też duby , brzmienia charakterystyczne dla formacji, echa, pogłosy. To najbardziej reggowa płyta jaką zrobiliśmy, ale takie wrażenie wynika głównie z mixu. Nie było naszych koncertowych przesterowanych gitar. Zbliżyliśmy się do kanonu reggae, czyli "umpa - umpa, gitarka i organki ...". Później wróciliśmy do bardziej drapieżnego brzmienia, bo niektórzy koledzy w zespole mieli już dosyc.

DM : zwłaszcza, że pojawiły się zastępy regałowców, którzy grali po pól godziny jeden numer .

RB : na czele z zespołem 12rael .....

AK : doszliśmy do waszego najslynniejszego, "angielskiego" albumu " 1991 " .

RB : zaczęło się od Marcina Millera , to on nas zaprosił do londynu. Zapakowaliśmy kapele do mikrobusu i pojechaliśmy na tzw."krzywy ryj".

DM : Marcin zalatwił nam mieszkanie, z czasem zaczeliśmy występować. Miło wspominamy kluby "Marquee","Limelight","Kingshead". Mniej miło występ dla japońskiej telewizji komercyjnej "Super channel". RB : ja tam czuje się rozgrzeszony. Zarabialiśmy na powrót do Polski. Japończycy byli strasznie zdziwieni, kiedy spostrzegli, że za każdym razem gramy coś innego. Jeśli chodzi o płyte ,to materiał został przygotowany specjalnie na Wyspy. Chłopcy zaczeli przygotowywać go beze mnie, dołączyłem do nich grając na klawiszu "KORG Monopoly". I to jego brzmienie daje tej płycie trzeci wymiar. Taki background. To nasze kolejne odkrycie, nasz private treasure (smiech). Liczyła się też pomoc Dereka Fevriere. Załatwił nam studio w londynie. Chociaż mieliśmy tylko 3 dni na nagranie, biorąc pod uwagę jego umiejętności i poziom sprzętu, zdążyliśmy zrobić niemal wszystko. W Warszawie dograliśmy jedynie jakieś smaczki.

AK : chcąc nie chcąc udało wam się wkroczyć na obszary, ktorych przed wami nikt jeszcze nie dotknał...

RB : isteje coś takiego ,jak polski kompleks funky i soul. Wiele kapel twerdzi : "gramy funky", ale gdy dochodzi do jam session, granie przeradza się w bijatyke pomiędzy muzykami, którzy ponad wszystko chcą udowodnić jak to oni świetnie grają funky. "1991" jako jedyna wśród płyt izraela ma w sobie powiew funky. Oprócz reggae, punka, rocka czuć tu funkowy drive i little - bit jazz (śmiech).

DM : to się wiąże z poszanowaniem i zrozumieniem pomiędzy muzykami. Że wsłuchiwaniem się w siebie. Dopiero na tej płycie mogliśmy to zrozumieć. RB: w trakcie tej sesji zgraliśmy się z Włodkiem Kiniorskim . Zaczynaliśmy się lubić, ale od tej płyty zaczęła się nasza milość na wieki - "Włodek, ach Włodek" (śmiech).

DM : to kolejny geniusz, z którym mogliśmy współpracować. Największy muzyczny feelingowiec- odczuciowiec jakiego znam.

RB : facet, ktory zawsze miał coś do zaproponowania: " tylko nie mówcie w jakiej tonacji bo się zasugeruje " człowiek w 100 % wypełniony muzyką .

AK : potem ukazała się płyta koncertowa czyli wasz powrót do źródeł.

DM : płyta, która miała przekazać atmosfere panującą na koncertach i myślę, że to się nam udało.

RB : może nie słychać wiwatującej publiki - większość nagrań pochodzi z krakowa, gdzie nie przyszło zbyt wiele ludzi. Ale te nagrania świetnie ukazują współbrzmienie muzyków i możliwości koncertowe kapeli . Bardzo ją lubie .

AK : zespół robił nowe piosenki, dużo koncertował, rozkręcał się i ..... Nagle zawiesił działalność ?

RB : po prostu zakończyliśmy działalność. To wynikało z moich naturalnych odczuć. Nie miałem podstaw, aby dalej pisać historie, która już się wypełniła. To nie był zespół stworzony, aby zaistnieć na rynku i sprzedawać płyty. 12rael miał do spełnienia swoją rolę. W takim czasie i w takim kraju. Kontynuowanie tego tylko by zaszkodziło grupie.

AK : czy ta rola - misja została spełniona ?

RB : myśle, że tak. Może nie odczuwa się tego dzisiaj, ale wydaje mi się, że dla ludzi, którzy będą percepować ten zespół za parę lat wszystko będzie bardziej oczywiste. Byłem w zespole "ostatnim z pierwszych" i czułem, że musze wziąść na siebie odpowiedzialność za taką decyzję o rozwiązaniu grupy. Ostatni koncert, który odbywajac się w istocie się nie odbył, tylko mnie upewnił w tym przekonaniu. Przez 12 lat nie zdarzyło się, aby koncertom 12raela towarzyszyły jakies ekscesy. Nawet zakichany skinhead nie pojawił się ze swoim "haj hitla". A przecież w tym samym czasie 80 % koncertów armii było przerywanych przez skinheadow.

DM : tworzyliśmy taki kręgosłup muzyki, która coś ludziom dawała. Podobnie jak punk rockowcy poruszaliśmy istotne sprawy. Wychodziłes na ulice i stawałeś z nimi twarzą w twarz.

RB: inne zespoły swoje bardziej osobiste problemy, np. Black-metalowcy śpiewali o babie jadze.

AK : nie żałujecie, że po 12raelu zostało tylko 5 płyt, że grupa nie zaistniała bardziej komercyjnie, pozostając jedynie piękną legendą undergroundu ?

DM : tego nie można ująć w ten sposob. Dla mnie to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu. Projekt, który nie mieścił się w takich normalnych ramach. A jako , że nie było oczekiwań o których mówisz, nie było żalu. Inne były relacje między nami. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek były kłótnie o kase.

RB : największe pozytywne doznania miały miejsce wtedy, kiedy nagle okazywało się, że bez żadnych medialnych akcji potrafimy zapełnić całą salę w jakimś małym miasteczku, a po koncercie ludzie mówią nam , że otrzymali coś, czego dotąd nie przeżyli. Formuła mojej działalności w 12raelu była prosta : "daj kapeli tyle zdolności i tyle czasu ile możesz dać ". W życiu trzymaliśmy się tych samych wartości, które później mogliśmy wygłosić ze sceny. Jeżeli nie świadczysz swoim życiem tego co wygłaszasz ze sceny, to twoja siła sceniczna strasznie spada i czujesz się kiepsko.

AK : czy zgodzicie się , że własnie w izraelu , nie w Armii czy Houku byliście obaj najbliżej tego, co można nazwać własnym stylem, charakterystycznym brzmieniem danego muzyka?

DM: Robert to totalnie renesansowy facet.multimedialny. Nigdy nie zamyka się w jednym stylu. Jest bardzo orginalnym gitarzystą, Kompozytorem, aranżerem .... Pisze świetne texty.

RB : co by nie mówić, ciągneliśmy ten zespół we dwóch przez 10 lat. Jak perkusista nie dojechał to połowę programu grałem na perkusji ja,a Darek śpiewał, druga połowe odwrotnie. To świadczyło o naszej determinacji. Trzeba było się szybko uczyć, uczyliśmy się i robiliśmy to dobrze ....

DM : nie można zapomnieć o Vivianie , która jest trzecią osobą, będącą w zespole od początku do końca. Pamiętam, jak w jarocinie zamknęli mnie na komendzie ....

RB : pukamy grzecznie, nikt nie otwiera. Wtedy Viviana kopa w drzwi i krzyczy "oddajcie Ddarka !!!".

DM : zomowcowi ,ktory mnie przesłuchiwał opadła szczęka. Otworzył drzwi, a tu murzynka z dreadami.... Przyjażń między nami przetrwała różne czasy, a to zdarza się bardzo rzadko.

RB : dopiero teraz, po latach, można ocenić te momenty, w których stać nas było na takie postawy. Dzisiaj to abstrakcyjne ....

DM : udało nam się stworzyć niezłe trio wokalne ....

RB: leniliśmy się, ale kiedy usłyszeliśmy zespół RAP wzięliśmy się do roboty.

DM : Viviana ma bardzo orgilalny, "przysypany piaskiem " glos. Śpiewanie w trójke jest trudniejsze niż gra na jakimkolwiek instrumencie.

RB : szkoda, że nie zdążyliśmy lepiej tego rozwinąć.

AK : nie ma 12raela, nikt nie chce wydać nowych nagrań Bakszysza ... Od kogo mają się uczyć młodzi wykonawcy reggae ?

RB: może zagramy pod inną nazwą... Chce, aby pamiętano o tej historii, jako o czymś zupełnie zamkniętym. O czymś co trwało 12 lat, tak jak cyfra wpisana w pierwsze dwie litery nazwy. A jeśli chodzi o reggae myśle, że jest to tylko większe wyzwanie dla młodych ludzi (śmiech) ........#


 

 

.................................................................................................................................................

 

ROZMOWA Z MALEO I ROBERTEM O PŁYCE 1991, 'BRUM' NR.5<43> 1997,ROZMAWIAŁ A .KOWALCZYK

AK : w jakiej kondycji znajdował się izrael, przed wyjazdem do londynu ?

RB : Marcin Miller - człowiek, który zaopatrzył studio złota skała w całkowity sprzęt, mieszkał i pracował na co dzień w londynie. Cały nasz wyjazd był jego inicjatywa. Załatwil nam miejsce do mieszkania, załatwil nam nagrania. Przygotowaliśmy materiał specjalnie z myśla o wyjeździe. Pojawiły się zupełnie nowe utwory. Byliśmy akurat po wspaniałych koncertach w Czechosłowacji, dokąd pojechaliśmy z typowo rewolucyjnym programem - "równe prawa"; "wolny naród"; "nikt nie urodzil się bez powodu" itp.... Texty, które były świetnie odbierane przez czechów. Rok 1989, tuż przed wielkimi zmianami politycznymi w Czechosłowacji. Dochodziło do scen, że żołnierze czapki deptali. Właściwie to pierwsze profesjonalne koncerty 12raela. Zachowywaliśmy pelną kontrolę nad tym, co działo się na scenie. Zespół znalazł się na tym miejscu, na którym powinien się znaleźć. Fantastyczne historie .... I wydaje mi się, że to było swoiste preludium do brytyjskiego wyjazdu. Zupełnie nowy izrael . Po powrocie z Czechosłowacji doszedł do nas Włodek Kiniorski i atrakcyjność zesółu wzrosła jeszcze bardziej ....

DM : Wpadł do nas jak meteor i od razu zrobił wielkie spustoszenie. Musiało minąć troche czasu zanim połapał się w naszym riffowym graniu. Włodek jest wielkim indywidualistą i muzyka, ktora robił wcześniej powstawała pod kątem jego charakteru, jego partii solowych. Tutaj musiał wmontować się w pewien organizm. Początkowo były z tym problemy. Łapał za wszystkie instrumenty na raz - a woził tego całe mnóstwo - okaryny, saxofony, flety... Miał klopoty z powrotem do frazy od której zaczął.... Czasami bywało bardzo zabawnie .... Ale Włodek to doskonały muzyk i błyskawicznie pogodził swoje improwizacje z charakterem naszej muzyki. Wniósł świeżość, energie, dużo takiej zwykłej radości grania a jego - jak on to nazywał - "propozycje" zawsze były super.

AK : i pewnie tez znudziło wam się reggae .....

RB : rzeczywiscie. Koledzy na próbach mieli już przesyt i w efekcie powstało coś nowego. Jakby inny rodzaj muzyki, w porównaniu z tym , co robiliśmy wcześniej. Można powiedzieć, że spróbowaliśmy stworzyć muzyke, która nazywam experience. Materiał, już nie był tak jednoznacznie zabarwiony roots reggae. Nieokreślona, wieloznaczna stylistyka... Doświadczenie muzyków pozwalało im na zagranie nowych pomysłów z dużą doza abstrakcji. I dlatego utwory typu "progress"; "ride on"; "hard to say" cenie sobie najbardziej. Przede wszystkim darek napisał fantastyczne piosenki. To zbiegło się z faktem, że wtedy mieszkałem na wsi, w Stanclewie, a zespół pracował w Warszawie. Przyjechałem później, dołożyłem swój klawisz, swoje riffy, zmieniliśmy aranżacje .......

DM : nie tyle znudziło nam się reggae, co nastąpiło pewne zmęczenie materiału. Mieliśmy ochotę spróbować Sił w czymś trochę innym. W muzyce opartej na rytmach soulowych, funky .... Ale dla mnie reggae zawsze pozostanie punktem odniesienia. Włodek dodał jeszcze taki specyficzny feeling, trochę wariactwa.... Zaraził nas bardziej jazzowym myśleniem. Właśnie wtedy powstały takie numery jak 'See i & i' ,który osobiscie uważam za podarunek z nieba. Najpierw przyszedl bass, potem od razu gotowy wokal, za moment cały text .... Po prostu utwór, który sprawdza się w każdej sytuacji i sprawia, że człowiekowi chce się grać dalej.

AK : czy można powiezdiec, że zesół przestawił się na barzdiej "angielskie" myślenie ?

RB : niekoniecznie. W moim wypadku bardziej chodziło o zauroczenie nowym instrumentem. Dostałem właśnie Korga monopoly, instrument klawiszowy podobny do mooga, który teraz świetnie sprawdza się w Falarku. Zacząłem go rozgryzać. Oprócz gitary i głosu doszła jeszcze zabawa dźwiękiem. I te kompozycje są tego wynikiem. Inna sprawa - "1991" -to prawdziwy popis Stopy, chyba pierwsza płyta, na której Piotrek naprawdę pokazał co potrafi. To również pierwszy album gdzie na basie zagral Dziunek. Na "duchowej rewolucji" Dżu Dżu grał jeszcze na perkusji, mimo iż od dawna wiedzieliśmy, że jest najlepszym basistą tego typu. No i oczywiście Włodek Kiniorski. Wtedy, tak prawde mówiąc, jeszcze nie za bardzo rozumiał o co tu chodzi. Za to wspaniale improwizował. W sumie, z miesiąca na miesiąc, stawaliśmy się coraz bardziej spoistym muzycznym organizmem. I tak pozostalo do samego końca.

DM : to wyszło naturalnie. Nigdy nie zastanawiałem się czy text będzie polski czy angielski. Jest pomysł i koniec. Nie graliśmy czystego funky, czystego soulu. Graliśmy tak jak umieliśmy. Na ta płyte, tak jak na cała muzyke 12raela należy patrzeć przez pryzmat tego kim byliśmy i skąd przyszliśmy. Tak było zawsze. Np. Jeśli o mnie chodzi - czego bym nie zrobił zawsze to będzie miało jakiś punkowy zadzior, reggaeową prostotę i komunikatywność...

RB : brzmienie tej płyty wyprodukował Derek Fevrier, który jako realizator dźwięku świetnie pokierował pracą w studio. Wycisnął z utworów to, co dało się wycisnąć. Muzyka podpasowała wielu osobom. Ale płyta głownie podobała się właśnie jeśli chodzi o brzmienie. A to już zasługa Dereka. Najpierw zrobił nam probne, garażowe nagrania w miejscu gdzie mieszkaliśmy i dopiero potem weszliśmy do studia Ariwa. Praca nad płytą zajęła zaledwie trzy sesje po 12 godzin w studio. Potem w Warszawie do dwóch utworów dograliśmy jeszcze jakieś detale.

DM : pierwszego dnia nagraliśmy sekcje. Drugiego zrobiłem większość wokali, Robert dodał Monopoly i dołożył swoją gitarę a trzeci był mix. To była wielka zasluga Dereka, który w samym studio wytworzył wspaniały klimat. Zero stresu że anglia, że legendarne studio... Wszystko poszło piorunem ..... Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem na czym powinna polegać realizacja. Wcześniej, jeszcze tutaj w Polsce , wydawało mi się, że realizator to taki wielki guru, który przychodzi , rusza jakimiś magicznymi gałkami i robi brzmienie. Dodaje chorusów, pogłosów itp. Praca z Derekiem uzmysłowiła mi ,że 70% brzmienia płyty wynika z grania zespołu. Reszta to kwestia ustawienia mikrofonów. Kiedy już wszystko super brzmiało w studio, zobaczyłem, że wiekszość gałek było ustawionych bez korekcji, na pozycji zero. Szok !

RB : potwierdziły się moje wczesniejsze doświadczenia, że dobre, prawdziwe studio poznaje się po ludziach, ktorzy w nim pracują, po ich doświadczeniu, otwartym umyśle a nie po ilości kupionego sprzętu. Ariwa studio to mad professor, maca b, lee perry. Czuliśmy, że to studio z charakterem, ze specyficznym ariwa sound - własne patenty na nagranie perkusji, nagranie basu, atmosfera. Myślę, że Derek włożył w to swoje serce. Bez uczuć przygotowanie takiej płyty nie byłoby możliwe. Widział, że wkładamy w naszą muzykę wszystko co mamy i po prostu dołożył swoje. Nigdy nie mieliśmy tak wspaniale brzmiącej płyty ! I ten niesamowity czas realizacji - 3 doby ! To było fantastyczne. Jak dziś pamiętam, że studio kosztowało 450 funtow. Na więcej zresztą nie byłoby nas stać ....

DM : pamiętam, że był wielki upał i podczas nagrywania wokali Robert miał straszne pragnienie, ciągle pił wodę i w końcu zaczęły mu bąbelki z nosa lecieć . Podczas pracy w ariwa zobaczyłem, że tam ludzie mają zupełnie inne podejście do muzyki. Nawet największe gwiazdy takie jakNorman Grant z Twinkle Brothers czy Soul to Soul , których miałem okazję poznać to normalni, skromni faceci.

RB : byliśmy zadowoleni, że nasza muzyka podobała się komuś takiemu jak Derek. Człowiekowi, który bądź co bądź na co dzień realizował muzykę będąca na topie. Przyznam się, że liczyliśmy na nawiązanie kontaktów z jakąś większą firmą. Poszliśmy nawet cała bandą do Virgin. Tam facet nas obejrzał, posłuchał muzyki i powiedział "widzę, że jesteście prawdziwymi ludźmi". To u nich duży komplement. Niestety wtedy firma zajmowała się promocją średnio ambitnych duetów elektronicznych i nie mieliśmy czego szukać ....

AK : kiedy wróciliście także nasze dziennikarstwo nie padło na kolana ....

RB : jeśli mówimy o naszych ambicjach to nie mieliśmy wielkich zapędów. Zwłaszcza, że za nagraniem "1991" nie poszły żadne wydarzenia - choćby w sensie zrobienia następnej takiej płyty - co gwarantowałoby rozwój zespołu. Nasza branża - jak zwykle - była zajęta swoimi sprawami. Nikt się ta płytą nie interesował, i w sumie ukazało się tylko około dwóch tysięcy kompaktów i kaset. 12rael zawsze traktowany był jak czarna owca. Kojarzyliśmy się - i chyba tak jest do dzisiaj - z takim gitpank-undergroundem, co to zamiast cyrograf podpisać jeszcze kose sprzedac. Stad może nasza opinia - takich niepoprawnych renegatów. Natomiast wtedy byliśmy bardzo profesjonalnie nastawieni i gdyby pojawił się odpowiedni partner, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Dużo lepiej radziliśmy sobie na koncertach. Ludzie przyzwyczajali się do piosenek, polubili je a już pod koniec działalności izraela był szał zupełny. "See i & i" stał się naszym wielkim przebojem koncertowym awystępy na żywo przeciągały się grubo ponad dwie godziny ....

DM : wiesz, coś podobnego przeżyłem przy okazji 'transmission into your heart' . Recenzenci nie zotawili suchej nitki na tej płycie. Chyba już tak będzie, że zespoły, które wybiegają trochę w przyszlość zawsze bedą krytykowane. Zwykli ludzie przyjęli "1991" wspaniale. Cały nakład rozszedł się momentalnie. Bez żadnej promocji. Tutaj w Polsce nie było nikogo, kto uwierzyłby w ten zespół, kto poswieciłby trochę energii i czasu.... Nie chcieliśmy wchodzić w jakieś mętne układy i stało się tak jak się dzieje z każdym organizmem, z każdą rośliną. Jeśli jej nie pielęgnujesz, jeśli nie ma wody i światła - usycha. Wydaje mi się, że jak na tamte czasy byliśmy po prostu za bardzo do przodu i nasza branża tego nie łyknęła.

RB : wydaje mi się, że udało nam się przygotować profesjonalny, międzynarodowy materiał, którego nie musieliśmy się wstydzić. Przestało być ważne czy grają muzycy z USA, Czech czy Polski. Jest muzyka i tylko to się liczy. I według mnie to największy nasz sukces.

 

 

..................................................................................................................................................

 

Rozmowa z Robertem o powstaniu płyty ‘IN DUB’ , 'Brum' nr.12<47>1997, rozmawiał A.Kowalczyk

AK: czy ta płyta to w większym stopniu wynik tęsknoty za izraelem czy też bardziej efekt twej fascynacji elektroniką ? Pamiętam, że dubem interesowałeś się jeszcze w czasie kiedy izrael istniał ....

RB : nawet wcześniej. Już wtedy, gdy w kapeli Kryzys po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką dubową. Maciek Góralski - nasz perkusista gdzieś wynalazł singiel firmy trojan, takiej słynnej wytworni jamajskiej, która wydawała tylko tzw. Super rarytasy w małych nakładach.... Z jednej strony była jakaś piosenka w stylu , za którym za bardzo nie przepadam, tzw. Lovers reggae. Natomiast z drugiej strony znalazła się wersja dub. Nosiła tytuł "mummy,i love you daughter" i była super .... Dlatego można powiedzieć, że dubem zainteresowałem się w nietypowy sposób, przypadkiem. Nie przez Marleya, produkcje Sherwooda czy duby Lee Perry'ego. Od tamtej pory pomysł kiełkował bo jak pamiętam, wrażenie było ogromne. Pierwszym przejawem mojej dubowej obsesji była płyta "duchowa rewolucja ". Może tylko na samym początku brakowało odwagi, śmiałości, żeby coś takiego zrobić. W 1987 roku nagraliśmy "duchową rewolucję" . Potem, mimo że zespół grał coraz lepiej, przestawał istnieć w sensie profeslonalnym - nie ma menagera, nie ma propozycji, nie ma pieniędzy itd.itd.... Mało tego. Dla wszystkich był to zespół dodatkowy. Wszyscy grali w armiach, moskwach, houkach czy vuvach (śmiech), a 12rael był takim zespołem, że jeżeli coś było do wyboru, to się go zostawiało na koniec. Ta sytuacja utrudniała realizacje poważnych projektów, takich jak choćby przygotowanie płyty dubowej. Przecież tego nie można zrobić z rozpędu, z sesyjnych odrzutów. To jest osobna produkcja. Bardzo poważna. W tej chwili 12rael istnieje tylko jako dub. Nie ma zespołu. Ale to w niczym nie przeszkadza by ukazywały się płyty dubowe....

AK : na jakiej zasadzie przebiegała selekcja piosenek ??

RB : przede wszystkim przejrzalem archiwum. Zacząlem przesluchiwać utwory, zbierać nagrania, porządkować taśmy, których mam parę kartonów.... Część pochodzi po prostu od ludzi - np."psalm 125" zachował się u Sławka Gołaszewskiego na cd romie. "rudi dub" z roku 1984 jakimś cudem przetrwał na kasecie.... Wydaje mi się, że to jest nawet zaleta płyty. Materiał pochodzi z lat 1984 - 1993, a mimo to muzyka jest spojna i konsekwentna. I z tego jestem szczególnie zadowolony. Wybrałem najlepsze utfory z tych, które były dostępne w danym momencie. Oczywiscie brałem pod uwagę także wymiar artystyczny - żeby ta płyta była jednak konsekwentną historią. Zacząłem przesłuchiwać materiały na które najbardziej liczyłem i nie zawiodłem się. Np. Zupełnie nieznane nagrania ze stanclewa, z okresu jak armia nagrywała "legendę". W tym czasie 12rael również zrobił parę numerów, które nie zostały dokończone. Bez wokalu. Dlatego świetnie nadawały się na duby. I do tego są unikalne. Np. Stopa gra na enerdowskiej perkusji tacton, całe nagranie odbyło się w chałupie.... "rudi dub" nie zmieścił się na płytę nagraną w 1984 roku. Funkcjonował przez jakiś czas wyłącznie na kasecie. Potem o nim zapomniano, a jak dla mnie jest rewelacyjny ! Na pewno pamięta go rudi - genialny gość, który grał z nami na saxofonie. Ta piosenka jest jego wizytowką. Jako ślad po człowieku,który naprawdę był super. Nie widziałem go 10 lat, nie wiem jak z nim złapać kontakt. Moze jak usłyszy płytę to się odezwie, bo dla mnie jest to akurat ważne. Utworu "no hero dub" nie pamieta żaden człowiek , który go nagrał. Pamiętam zostało ok. 3 minut wolnej taśmy i nagraliśmy go na zasadzie : "panowie wymyślmy cokolwiek". Niby zrobiony na szybko, a wg. Mnie jest jednym z czterech najfajniejszych na tej płycie.... Tak jak mówiłem mam jeszcze więcej materiałów i być może uda mi się wydać wiecej płyt tego typu.

AK : na świecie istnieje kilka szkół dub'u. Kto z dubowych gigantow miał największy wpływ na twoje myślenie ?

RB : wszyscy po trochu. Zainspirowały mnie nawet dokonania spoza sceny dubowej. Takie rzeczy jak Phil Collins . Weź jego słynny przebój "in the air tonight". Przecież tam po raz pierwszy wykorzystano bębny, bardzo mocno spogłosowane gate'em czyli bramką ! Od tego momentu cały świat zaczął je stosować i to też jest w pewnym sensie dub. Bo dub - jeżeli już szukac określeń - jest uprzestrzennieniem muzyki. Nie tylko stereofonią, lewa-prawa strona.... My słyszymy przestrzenie w taki, jakby koślawy sposób. Jestesmy pozbawieni tego trzeciego wymiaru, którym jest własnie dub. Chodzi mi o głębie albo bliskość. Bo dźwięk tak samo można oddalić i przybliżyć, a nie tylko słyszeć go lewym czy prawym uchem. Oczywiście tutaj wchodzą już w gre nowoczesne dziedziny nauki jak np. Psychoakustyka . Mamy tylko dwoje uszu więc teoretycznie zostajemy skazani wyłącznie na stereofonię, ale zauważ - zupełnie inaczej zabrzmi kamień, który upadnie tu w tym pokoju, a zupełnie inaczej gdy upadnie w górach czy w studni.

AK : opowiedz o samej pracy nad płyta jesli chodzi o strone tehniczną ....

RB : od strony technicznej mogę powiedzieć jedną zasadniczą rzecz. Takie moje podsumowanie 10-ciu lat pracy na bardzo różnym sprzęcie - od najdroższego, najlepszego, do tzw. Home recording czyli powiedzmy słabszego, ale już dającego możliwości wielośladowego nagrania. Potwierdza się teoria, o której mażyłem, żeby się potwierdziła. Sprzęt jest nieważny.jeżeli jest potrzebne echo wystarczy najtansze urzadzenie, które daje echo. Jeśli potrzeba pogłosu - może być nawet zakichany pedał bossa, który daje reverb. Byle miał czas trwania minimum do tych 10-ciu sekund wybrzmienia. Reszta jest kwestią sposobu i wyobraźni. Nie mówiąc już o tym, że to tylko forma. Tym bardziej, że tak właśnie zaczynał lee perry i większość klasyków, których produkcje do dziś są uważane za genialne jeśli chodzi o brzmienia i technike dubu.

AK : czy uważasz, że starzy fani izraela bez skrzywienia twarzy posłuchają tej plyty i poczują bliskość tego izraela, który kiedyś kochali ?

RB : nie chcę się piedestałować. Jeśli chodzi o moje intencje - na pewno. Nawet jeszcze bardziej. Ta muzyka niesie ze sobą tak wielką wiadomość, że w ogóle nie potrzeba nic spiewac czy mówić. Główny message płyty to nawiązanie przez historie do współczesności, a może i do przyszłych czasów. Uważam, że dub będzie muzyką nadchodzących wielu lat. Nie tylko dub jako reggae. Dub do każdej muzyki. Począwszy od reggae przez muzykę ludową, bluesową, rocka aż po jakieś klasyczne sprawy. Nie ma żadnych barier. Chodzi wyłącznie o wymiary. To jest, jak mi się wydaje, własnie taka ważna wiadomość, informacja, że własnie wchodzimy, bardzo spokojnie sobie wchodzimy w XXI wiek. 12rael nigdy nie narzucał się ze swoim artyzmem, a ludzie doskonale rozumieli tą muzykę. Chciałbym, aby tak zostało. Wszystko się rozwija tak jak się powinno rozwijać i my po prostu musimy trzymać dobrą wibrację....

 

 

..................................................................................................................................................

 

Fragmenty rozmowy ze Sławkiem Gołaszewskim , 'W Moich Oczach' rozmawiał Sławek Pakos & Tom

S: rozdział reggae w Polsce.......

Goły:..... Mówiąc o polskim reggae to trzeba koniecznie powiedzieć o 12ra3lu i o tych naszych, że tak powiem eskapadach. Ja sobie niedawno uświadomiłem, że to była międzynarodowa, wielorasowa, po prostu niesamowita grupa. Każdy przychodził z innego miejsca na świecie i czegoś uczył, z tego miejsca z którego przychodził. Richardo, który był peruwiańczykiem, i milo, który był grekiem, i nasze spotkania z innymi ludźmi, przy różnych okazjach. I to, po prostu, toczyło się, rozwijało wewnątrz, w środku - jakby samo, dla samorozwoju. I z tego coś tam potem promieniowało na zewnątrz. Bardzo poważna lekcja. Takie pierwsze źródło inspiracji, czyli przełom punkowo-regowy z końca lat 70. Taki kryzys, tam bez przerwy grali reggae. To jakoś zatarło się w ludzkiej pamięci, wszyscy mówią "aaaa, legendarna kapela punkowa". W nagraniach masz regowe kawałki. Czyli jest to kwestia uświadomienia sobie inazwania tego, co się robi.....

S: czy reggae w Polsce było apolityczne ?

Goły: apolityczne, wiesz.... Dzisiaj się inaczej rozumie to co było apolitycznością w sztuce. A w tamtych czasach polityczne było to, że miałeś kolczyk w uchu, bo mogłeś zostać za to skatowany przez milicję. I to też był akt polityczny......graliśmy na "solidarity"..... Jak się to nazywało..? W sopocie graliśmy na jakiejś takiej imprezie. I Robert powiedział "a teraz piosenka solidarności..", i oczywiście miano nam za złe, że zapowiedział to, a kolesie z solidarności, przyszli i zostawili nam jakieś podziemne swoje wydawnictwa na pamiątkę i z podziękowaniem... I jest taki solidarity dub na którejś z płyt. Jak grany był w 84 i Robert też powiedział "a teraz piosenka solidarności", nie to chyba było w 85, no to po prostu wszyscy tak....... Wstrzymali oddech, ja to po prostu, stałem na scenie i czułem, że taka jakaś groza i oniemienie zawisły nad publicznością, bo tutaj wszystko tutu-rutu, wszystko fajnie, wiadomo że rak n'roll, jazz, teatr awangardowy i wydawnictwa podziemne, że opozycja,a tu raptem jest z 15 tyś. Ludzi na widowni, i Robert wchodzi i mówi "teraz zagramy piosenkę solidarności..". I tak mi potem ludzie mówili, że po prostu zamarli, bo spodziewali się zaraz skomasowanego ataku zomo, czy coś takiego, że nadlecą helikoptery i wszystkich spacyfikują... nie wiem na ile jest to polityczne.Robert sam mówił, że sama nazwa była aktem politycznym...

T: no właśnie. przypomnijmy jak to było z nazwą. bo nie wolno nam było jej używać.

Goły: nie było tak, że nie wolno używać. nikt po prostu nie chciał używać. to znaczy to znowu jest tak, że ja jako pierwszy wprowadziłem tą nazwę do publikacji pisanych i do radio. ponieważ mówiłem, że zespół nazywa sie izrael.

T: no ale pamiętam, że w radio gdy puszczali numery to mówiono, że gra zespół issiael...

Goły: ale to nie ja. to kwestia tych facetów, którzy tak mówili

S: tu chyba chodzi o te odwrócone "R"

Goły: kwestia odczytywania itd.. od początku do końca wiadomo było, że nazwa przysparzać może kłopotów. ale było też wiadomo, że ma taką swą moc sprawczą. jeżeli oparte jest to o Biblię, to wiadomo, że chodzi o ukazanie jakby tej możliwości, o której zapomniano, o stworzeniu pewnej sytuacji, w której wybór jest możliwy. to jest nawiązanie do tego pytania, w którym mówisz: reggae jako przesłanie czy jako misja. oczywiście, że misja w tym momencie. bo nazwa to jest jak znak, a znak ma swą moc przez ukazanie, przez ujawnienie i jeśli pojawia się taka grupa, która nazywa się izrael, i która jak mówiłem jest międzynarodowa i wielokulturowa, to jest żywe doświadczenie, które wynika z relacji tych ludzi między sobą. to może być bardzo inspirujące dla innych, którzy widzą, że to stwarza jakąś szansę porozumienia się z kimś innym.... bo co to jest izrael? to opowieść o wybranej grupie ludzi, która wyrusza w poszukiwanie swojej ziemi obiecanej, i to tak jest.

S: a same texty?

Goły: czy polityczne? ja myślę, że bardzo, to znaczy dzisiaj....

T: np "wolny naród", bo że "wolny naród" przeszedł, to się dziwiłem..

Goły: "wolny naród", i "dla wszystkich wolność" i "król narodów". przecież zauważ, że w sytuacji lat 80-tych, czy końca 70 tak zwana droga samodoskonalenia, droga duchowego rozwoju, no to był tali podejrzany element twórczości. i właściwie nie było innej możliwości wyboru, tylko: albo oddać się pod opiekę kościoła, albo być jakimś walczącym artystą. natomiast nie ma przykładów na to, że istniało jakieś kulturowe podziemie pokazujące drogę duchowego rozwoju nie związanego instytucjonalnie z tymi właśnie siłami, to znaczy z kościołem albo tak zwaną lewicą laicką. bo wszystkie środowiska takie terapeutyczno-parareligijne, grupy kultowe, jak to mówi grzesiu doktór, one były enklawami zamkniętymi. nie były ujawnaine w publikacjach, jako takie ciekawostki, czy jacyś tam odszczepieńcy, którym odbiło, a myśmy wychodzili na scene i śpiewali...... (...) 12ra3l śpiewając "..zatrute morza, zatrute pola" i coś tam jeszcze - to był pierwszy manifest ekologiczny, i polityczny w tamtym czasie. i pamiętam, że to było strasznie wyśmiewane przez tzw. poważnych recenzentów i przez poważnych krytyków, że : co to? głupoty ! nazwane to zostało harcerstwem.

 

 

 

....................................................................................................................................................

SŁAWEK PAKOS WSPOMINA OKRES NAGRANIA PŁYTY KONCERTOWEJ ‘ LIVE 93 / ŻYCIE JAK MUZYKA ‘

Po ośmiu latach od pierwszego wydania mam w ręce jedyne pełnowymiarowe wydawnictwo koncertowe zespołu 12RAEL. Bardzo się cieszę, że obydwa wydania są również i moją zasługą. Za pierwszym razem byłem managerem grupy, a teraz mam od zespołu pełen kredyt zaufania, który pozwala mi wydawać po kolei poszczególne pozycje z ich dyskografii. To, że koncertowa płyta ukazuje się przed studyjną "Duchową Rewolucją" jest zasługą fanów, którzy spotykając Roberta Brylewskiego i Darka Malejonka sugerowali wznowienie w pierwszej kolejności właśnie koncertu z roku 1993.
To zaskakujące, że grupa objawiająca swoją indywidualność przede wszystkim podczas występów przed publicznością, doczekała się tylko jednego materiału live. A jeszcze dziwniejsze jest to, że powstał on w zasadzie przez przypadek.

A było to tak:
Po nagraniu płyty "1991" i nieporozumieniach promocyjno-wydawniczych muzycy zespołu skupili się na innych projektach, w których uczestniczyli. ARMIA grała wtedy ogromną ilość koncertów, a HOUK okrzyknięty został największą rockową nadzieją roku. 12RAEL koncertował jedynie od święta, ale każdy z takich koncertów pokazywał klasę poszczególnych muzyków, którzy grali w zasadzie bez prób. Na przełomie lat 92/93 pojawił się pomysł zorganizowania szerszej trasy, która wkrótce zaczęła przybierać konkretne kształty. W międzyczasie Krzysztof Kownacki (właściciel nieistniejącej już firmy fonograficznej Pop Magic z Krakowa, nota bene pierwszy manager 12RAELA z roku 1983) zaproponował aby połączyć tę trasę z promocją wydanej przez siebie płyty amerykańskiego wokalisty reggae Michaela E. Johnsona. Nawiązaliśmy kontakt z managerem artysty i rozpoczęliśmy negocjacje. Wydawało się, że przeszkodą nie do przeskoczenia będzie przelot z USA. Kwota 1000 USD w tamtych czasach była zawrotna. Co robić? Wpadliśmy na pomysł aby wydać kasetę dokumentującą trasę. Pierwsza strona miała zawierać piosenki Johnsona, a druga utwory 12RAELA. Kiedy wszystko było dograne i wydrukowaliśmy afisze okazało się, że M. Johnson rozstał się z managerem. Bezpośrednie rozmowy nie były w stanie już uratować sytuacji. Michael chyba przestraszył się załatwiania sprawy "z polską fantazją". 
Mimo to poruszona maszyna nie mogła się zatrzymać, a Phonex w dalszym ciągu chciał wydać naszą kasetę.

Trasa, która odbyła się w marcu 1993 roku była czymś niesamowitym. Ponad 10 koncertów zagranych w przeróżnych miejscach, z bardzo dziwnymi przygodami. Oto co jeszcze pamiętam z tego okresu (daty niestety już uleciały mi z pamięci) :
Suwałki - pierwszy koncert na trasie, zagrany w miejscowym MDK-u (wtedy jeszcze Domy Kultury były częściej miejscami koncertów niż kluby), do dzisiaj wszyscy pamiętamy świetne przygotowanie organizacyjne, w tym przesmaczną kolację przygotowaną przez braci Żdaniuków
Białystok - popularny "Okrąglak" pęka w szwach, na koncercie jest chyba 800 osób, na zewnątrz kilkanaście stopni mrozu, a w środku pot skrapla się z sufitu, czuliśmy się jak na Jamajce w samym środku Syberii...


Kraków - klub "Pod Przewiązką" - chyba już trochę zapomniany klub studencki, w którym kiedyś działo się bardzo dużo, na koncercie osób około 200, ale atmosfera wspaniała - co zresztą słychać na materiale koncertowym, tam na samym końcu jako n-ty bis zespół zagrał "From Warsaw To London"
Kielce - koncert w prawie pustej hali widowiskowo-sportowej wraz z grupą ANKH, ale jak ma być inaczej jeśli organizator zrobił dzień wcześniej przegląd lokalnych kapel ze swoim DEKRETEM jako gwiazdą? Tam było całe miasto. Do dzisiaj nie wiem dlaczego nie połączono tych dwóch koncertów. Początek małej apokalipsy - Partyzant zaczyna chorować na grypę, czym powoli zaraża zespół. Katowice - powtórka z Białegostoku pod kątem frekwencji, chyba rekord wszechczasów w Klubie "Pod Rurą", po drodze z Kielc Andrzej o mało nas nie zabija wyprzedzając po lodowato zmrożonym poboczu na trzeciego (mija samochód z naprzeciwko z lewej strony!!!!). Jak zwykle na koncerty jedziemy "trochę" spóźnieni. Świetny koncert! Nagrywamy teledysk i reportaż dla lokalnej prywatnej telewizji.
Łódź - nieduży klub na miasteczku akademickim, jesteśmy już wszyscy chorzy, więc koncert jest tak obok nas (ja z niego nic nie pamiętam!), poza tym jakiś złodziej-z-łodzi okrada Roberta z pieniędzy. To trochę smutne, że na koncertach czasami pojawiają się takie osoby.
Warszawa - dzień bez koncertu, leżymy wszyscy prawie nie żywi i próbujemy się wykurować, każdy na swój sposób.


Toruń - przyjeżdżamy ogromnie spóźnieni pod presją właściciela klubu, do którego nie dochodzą żadne argumenty o chorobie muzyków, niewiele osób wierzyło, że jednak dojedziemy, więc gramy dla około 200 osób
Szczecin - tutaj mają miejsce dwa koncerty, pierwszy jest zupełnie dziwny, w night klubie w najlepszym chyba wtedy hotelu w Polsce, kompletny niesmak gdy okazuje się, że gramy dla ekskluzywnych prostytutek i złodziei samochodowych (przepaść pomiędzy takim miejscem, a zwykłym klubem w roku 1993 jest nie do wyobrażenia sobie teraz), jak tu śpiewać "Ride On!" gdy się widzi paniusię w sukience z "rybich łusek" przeżuwającą kawior, którego koszt jest równy honorarium całego zespołu? To był niezły horror. I jeszcze żenujące kłótnie z organizującą koncert agencją, dotyczące "Murzyna", który nie dojechał. Drugi koncert, już zwykły, w klubie TRANS, pozwala zapomnieć o szaleństwie dnia powszedniego. Choroba nam nie pozwala korzystać ze wszystkich dobrodziejstw hotelu, w którym spędzamy dwie noce (ja pierwszy raz miałem okazję spać w takim luksusie)
Zgorzelec - świetny koncert dla jak zwykle świetnej i licznej w tym miejscu publiczności, razem z nami gra Bakszysz i zespół Mamadou Dioufa (grał wtesy świetne reggae!). Tylko dlaczego Maken położył nas w schronisku gdzie temperatura jest niższa od zera? Pamiętajcie, że byliśmy trochę chorzy...
Poznań - koncert w Arenie w ramach rockowych Walentynek, jako ostatni w trasie z oczekiwaniem powrotu do domu. Razem z nami grała ARMIA i jeszcze kilka zespołów (już nie pamiętam jakich). Wtedy te imprezy gromadziły około 4000 osób.
Warszawa - ten koncert odbył się już w zasadzie kilkanaście dni po głównej trasie w Stodole w ramach spotkania polskich muzyków w celu stworzenia związku zawodowego. Jak zwykle wszystko rozpełzło się po kościach, a kilka osób zaangażowanych w organizującą to fundację napchało sobie kieszenie i szybko zniknęło.

Do nagrań koncertów użyliśmy ośmiośladowego magnetofonu kasetowego TASCAM. Ilość dostępnych śladów wymagała dużych umiejętności od Zubera, naszego akustyka, który musiał odpowidnio zgrać w tzw. "podgrupy" poszczególne instrumenty. Na przykład taka perkusja (zapisywana jako całość w stereo) nie mogła być już obrabiana dodatkowo w studio. Myślę, że zawarty na płycie materiał potwierdza jego klasę. Pierwszy koncert w Suwałkach został potraktowany jako rozgrzewka. Po nagraniu Białegostoku i Krakowa musieliśmy zrobić przerwę, gdyż MAANAM nagrywał na tym samym sprzęcie płytę "Maanamania" w klubie "Remont" w Warszawie, a później byliśmy chorzy, a na samym końcu nie mogliśmy kupić odpowiednich taśm i już nic nie nagraliśmy. Cały materiał pochodzi więc z tych dwóch koncertów. Na marginesie: pod koniec stycznia HOUK zrealizował na tym samym sprzęcie "Natural Way", a więc w jeden miesiąc GOLD ROCK zrealizował trzy świetne materiały koncertowe na swoim ośmiotracku.

Gdy słucham po raz kolejny tego materiału to zadziwia mnie on swoją świeżością. Nie ulega wątpliwości, że dużą zasługą dla oblicza 12RAELA byli zawsze muzycy. Zgrana sekcja rytmiczna dawała solidny fundament do improwizacji i ucieczki na boki. Stopa to jeden z najbardziej precyzyjnych perkusistów w naszym kraju. Myślę, że spokojnie mógłby się zatrudnić jako metronom, co nie przeszkadza mu dowolnie podczas koncertu zwalniać i przyspieszać rytm na zawołanie. Doskonale w tym współgrał z Dżu Dżu, który zadziwia swoją melodyjnością w prowadzeniu utworów. Samik wspaniale budował przestrzeń w piosenkach, a Gruszka ukorzenniał wszystko swoimi kongami. Klasą dla siebie był Kinior, który wywodząc się ze szkoły Tie Breakowskiej tchnął w muzykę elementy jazzu. Śmialiśmy się z jego stoliczka pełnego przeszkadzajek, ale z uznaniem spoglądaliśmy jak niesamowite dźwięki z nich wydobywał, zawsze w odpowiednim momencie. Robi i Maleo zawsze nieśli ten zespół w nieznanym kierunku - przedłużanie utworów do nieskończoności, zabawy z publicznością i sobą samymi nie pozwalało się nikomu nudzić. No i Viviana, która wnosiła w zespół cudowny koloryt i kobiecy liryzm.
Trasa poprzedzona była próbami aby można było przećwiczyć starsze piosenki i przygotować utwory Michaela Johnsona ("Slave Driver"). Ale najbardziej zaskakujące było to iż część piosenek powstała na próbie przed koncertem ("Voting" czy "Let Me Know"), bądź wręcz była to zaimprowizowana zabawa na scenie ("From Warsaw To London").
W telewizji szukajcie teledysku, który z archiwalnych materiałów został przygotowany do piosenki "See I & I", a już niedługo powinna ukazać się płyta "The Best Of Live", która przyniesie kolejną porcję nagrań 12RAELA, w tym niepublikowane jeszcze utwory. Już się nie mogę doczekać !!!

Sławek maj-wrzesień 2001

 

 

 

....................................................................................................................................................

 

FRAGMENTY WYPOWIEDZI MUZYKÓW, DOTYCZĄCE PŁYTY 'DUCHOWA REWOLUCJA'

 

MALEO: W tym czasie graliśmy koncerty jako Izrael-Kultura. Zasadniczo utwory Roberta graliśmy podczas pierwszej części koncertu, a moje podczas drugiego setu. Zmienialiśmy się również instrumentami, np. Robert w secie Kultury grał na perkusji, a ja grałem na perkusji w trakcie setu Izraela. Ale firma płytowa nie chciała się zgodzić na taką podwójną nazwę zespołu, więc już pozostaliśmy przy pierwszym członie.

DŻU DŻU: Zakładając Immanuela grałem na perkusji, ale szybko przeszedłem na gitarę basową. I gdy pojechaliśmy z Immanuelemdo Jarocina w 1986 roku, godzinę przed występem Izraela chłopaki poprosiły mnie abym zagrał u nich na perkusji, bo Gruszka się spóźnił. Wiedzieli, że to potrafię, bo było kilka prób Kultury, gdzie obsługiwałem bębny. No i bez żadnej próby zagrałem z nimi ten koncert, he, he. A po Jarocinie to się zaczęło toczyć dalej. Najpierw zostałem zaproszony do Hybryd aby wziąć udział w kręceniu kawałka dla BBC, do filmu "My Blood Your Blood", a później już zostałem perkusistą Izraela, aby po przerwie, kiedy byliśmy z Immanuelem kilka miesięcy w USA, przejść na bas. To był chyba rok rok 1989. Wtedy stworzyliśmy sekcję ze Stopą, zaczynając od czterech koncertów w Czechosłowacji.

ROBI: Skład z 1987 roku był w zasadzie taką obroną przed dezintegracją. Lego wyruszył do Kanady, a Stopa powędrował do wojska. Kuliminacyjny moment tamtego Izraela to legendarny już koncert w amfiteatrze w Opolu, na którym mocno nas pogoniła ubecja.

MALEO: Te czasy to największy chyba skład Izraela, z sekcją dętą, która budowała piękne melodie.

SAMOHUT: W niektórych utworach trąby grały bardzo długie linie melodyczne. Teraz tak już nikt nie gra. Z punktu widzenia frazowania te trąby są wręcz rewolucyjne.

ŻWIREK: Pamiętam, że w dzień wyjazdu do Rzeszowa moja córeczka skończyła dwa tygodnie.

VIVIANA: Sara miała wtedy roczek i pojechaliśmy z nią do Rzeszowa, gdzie mieszkaliśmy w studio w bardzo trudnych warunkach. Jako, że równocześnie nagrywana była Armia i Izrael, to trwało to kilka miesięcy.

MALEO: Dlaczego płytę nagrywaliśmy w Rzeszowie? Mieliśmy jakiś układ z chłopakami ze studia RSC.

ROBI: Było to jedno z trzech prywatnych studiów nagraniowych jakie wtedy istniały w Polsce. I dzięki Faziemu, który znał właścicieli i cenie studia zdecydowaliśmy właśnie na Rzeszów.

ŻWIREK: Cała płyta była przygotowana za nasze własne pieniądze. Z tego co pamiętam, to te dwie sesje: Armii i Izraela były pierwszymi rejestracjami płytowymi tego studia.

DŻU DŻU: Mocno przeżywałem te nagrania, gdyż było to pierwsze moje zetknięcie z profesjonalnym studio. No i pierwsza moja płyta. Nigdy nie zapomnę tej dumy, kiedy dostałem do ręki krążek z okładką.

LEGO: Dla mnie nagrywanie "Duchowej Rewolucji" było szczególnie osobiste bo był to ostatni etap mojej obecności w formacji Izrael - Kultura z powodu wyjazdu do Stanów. Przez większość czasu spędzonego w Rzeszowie miałem paranoje wspominania i przeżywania na nowo ponad trzech lat koncertów i nagrań, dlatego ta płyta będzie zawsze miała dla mnie szczególne znaczenie.

ŻWIREK: Pamiętam, że pojechaliśmy do Rzeszowa właściwie bez planu co będziemy utrwalać. Robert miał chyba ze czterdzieści utworów, z których na miejscu zdecydowaliśmy się nagrać te, które są na płycie.

ROBERT: Trzeba też pamiętać o dużym rozdźwięku, o ogromnej różnicy pomiędzy studyjnymi a koncertowymi wersjach utworów z "Duchowej Rewolucji". Te piosenki na płycie trwające od trzech do pięciu minut na koncertach rozciągaliśmy do minut piętnastu-dwudziestu.

LEGO: Podobnie jak "Nabij Faje", “Duchowa Rewolucja” była dla nas uwieńczeniem wielu odjazdowych koncertów, na których zagraliśmy niepowtarzalnie “żywe” wersje naszych piosenek. W studio utwory te nabrały innego wymiaru artystycznego.

MALEO: Większość nagrań zarejestrowana została w pierwszym lub drugim podejściu.

SAMOHUT: Trąby z Pawłem Szanajcą nagrywaliśmy w kiblu, bo tam była najlepsza akustyka. VIVIAN: Myślę, że ta płyta kosztowała nas najwięcej wysiłku. Ale wspaniała atmosfera dawała nam dużo otuchy. A moja determinacja w tej sytuacji znalazła chyba również swój ślad na płycie. Ślad, który starałam się odcisnąć jak najbardziej wyraźnie.

MALEO: Bardzo kumaty był realizator i myślę, że wiele pomysłów fajnie na tej płycie zrealizował. Nagrywałem perkusję do "Polka Rege", bo nikt inny nie potrafił tego zagrać. Do tego kawałka i do kilku innych użyliśmy syntezatora do podbarwienia brzmienia perkusji. Uważam, że kilka nowoczesnych brzmień wprowadziliśmy do tych utworów.

ROBI: "Duchowa Rewolucja" jest płytą przełomową w twórczości Izraela, gdyż w pewnym momencie przejęliśmy kontrolę nad produkcją i zaczęliśmy sami ją miksować. Boguś Radziak nagrał ją ze swoim kolegą, ale już z miksowaniem mieli problemy, nie byli w stanie zrozumieć naszych wizji. W związku z tym zostając na noc w studio zamykałem się z całą aparaturą i zacząłem ćwiczyć i dogrywać do pierwotnych wersji poszczególnych utworów. Tak powstała większość wersji dubowych. Jak na tamte czasy były to produkcje bardzo odważne. Nikt tego wtedy nie robił.

ŻWIREK: Przy okazji nagrywania tej płyty zagraliśmy koncert w jakimś rzeszowskim liceum. On trwał chyba ze cztery godziny. I najciekawsze, że nikt nie wyszedł, he, he.

SAMOHUT: Po jednej z kolejnych sesji poszliśmy spać na podłodze w studio i po przebudzeniu zastaliśmy kartkę w drzwiach na zewnątrz z sentencją "Każda chwila jest nauką, każdy dzień jest lekcją". To Sławek Gołaszewski przyjechał z Warszawy. Ale mimo, że walił w drzwi studia, to nic nie słyszeliśmy, więc on wrócił na dworzec i pojechał z powrotem do stolicy.

MALEO: Pamiętam taką sytuację, że podczas jednej sesji, gdy nagrałem wokal do "Na co czekasz" i do "Nikt", w czasie przerwy zastanawiałem się co zrobić. Nie miałem w ogóle kasy i nagle do studia, które mieściło się w starej kamienicy przyszła jakaś kobieta i zapytała czy ktoś jej nie może pomóc przerzucić węgla. Zgodziłem się na to i ogromną górę węgla przeniosłem do piwnicy dwoma wiaderkami małymi korytarzykami, zgięty w pół. Zajęło mi to godzinę i zgłosiłem się do mieszkania tej kobiety po zapłatę za usługę, a pani zaprosiła mnie do stołu i zaproponowała obiad. Poczułem się odrobinę wykorzystany, ha, ha, ha. A na samym końcu sesji, kiedy zostaliśmy tylko w dwójkę z Bananem, okazało się tuż przed wyjazdem, że on zostawił w studio swoje doumenty wraz z portfelem. Mieliśmy wyjeżdżać o szóstej rano, a w studio oczywiście nikogo nie było. Pojechaliśmy więc na komendę i zmusiliśmy milicjantów, aby pojechali z nami i otworzyli nam drzwi do studia.

ŻWIREK: Z milicjantami było też tak, że drugiego dnia po przyjeździe zostałem aresztowany pod byle pretekstem. Po prostu pojawiła się w mieście wyglądająca kolorowo grupa ludzi, co zostało natychmiast zauważone przez połowę mieszkańców Rzeszowa i trzeba było "zasięgnąć języka". Skończyło się to dla mnie pobytem 24-godzinnym na "dołku". Zostałem wypuszczony 1 maja i od razu, wychodząc z komendy, trafiłem na pochód maszerujący właśnie pod oknami komendy miejskiej milicji w Rzeszowie.

MALEO: No i brataliśmy się mocno z załogą rzeszowską, z Wańki Wstańki, 1984 i Milionem Bułgarów. Pamiętajmy, że Rzeszów wtedy był bardzo prężny artystycznie.

SAMOHUT: Lego wyjeżdżał w trakcie nagrywania i wtedy miał miejsce ta słynna katastrofa samolotu IŁ-62, i podobno Lego się spóźnił na ten samolot, albo też poleciał wcześniej. Ale kilka dni mieliśmy stracha, że on leciał tym feralnym lotem.

ROBI: Tuż po nagraniu tej płyty powstało wiele piosenek, które wyparły utwory z "Duchowej" z naszego repertuaru. Widzę, że Darek powoli zaczyna je odświeżać i ratować od zapomnienia.

MALEO: Żałuję bardzo, że nie udało się zarejestrować wielu naszych piosenek z tamtego okresu, takich jak: "Rzeka Jordan", "Dzieci Boże", "Reggae", "Pieniądz" będący przeróbką Horace'a Andy'ego.

LEGO: Do Stanów zabrałem nie zmiksowany materiał a gotową płytę dostałem długo po jej wydaniu. Pamiętam, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony dubowymi pomysłami i ogólnym efektem dźwiękowym.

ROBI: Zawsze mieliśmy z Izraelem plan zrobienia płyty wyłącznie dubowej. Udało się to dopiero niestety po faktycznym zakończeniu działalności zespołu. Tam znalazły się duby piosenek z pierwszych dwóch płyt: "Biada, Biada, Biada" i "Nabij Faje". Dla nas "dub" był wtedy niesłychanie ważny jako forma muzyczna. I na "Duchowej Rewolucji" po raz pierwszy nam się udało zawrzeć zrobione wtedy duby na głownym wydaniu albumu. Wyobraź sobie miny pań w ZaiKSie gdy usiłowalismy wytłumaczyć im co to znaczy "dub" i czym się on różni od utworu instrumentalnego.

 

 

 

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>